nic śmiesznego dziś nie napiszę

Za kilka lat spojrzę wstecz i napiszę: 
“Tamtego roku zabrano nam wiosnę. Rodziła się pomału, jak co roku, w postaci krokusów, zielonych pąków i pierwszych ciepłych promieni, ale my nie mogliśmy jej doświadczać. Zamknięci w czterech ścianach, czy ile kto tam tych ścian akurat miał, patrzyliśmy stęsknieni przez otwarte okna na ten wiosenny świat, jakby chcąc się upewnić, że on wciąż jeszcze tam jest. Na moim oknie zakwitł hiacynt ściśnięty w maleńkiej doniczce, hiacynt, którego kupiłam może tydzień, może dwa wcześniej. Ale to był czas, w którym nawet ‹trzy dni temu› wydawało się być w poprzednim życiu. 

I ten hiacynt zakwitł na różowo. Nie wiedziałam, jak zakwitnie. Kiedy go kupowałam był tylko zieloną szyszką. Nie było też wciśniętego w ziemię kartonika z napisem “hiacynt różowy”. Musiałam więc zaczekać, żeby poznać jego kolor. I stał tam, na parapecie, będąc jednocześnie pocieszeniem i utrapieniem. Z jednej strony był moją małą, prywatną wiosną, jej kawałkiem, który wyrwałam światu, póki jeszcze były ku temu szanse. Z drugiej zaś, boleśnie przypominał o całej reszcie tej wiosny, której nie mogłam mieć. Bałam się też, co będzie, kiedy zwiędnie. Czy wtedy i ja rozpadnę się, pomału, płatek po płatku, a w końcu całkowicie?”.

Tak, tak właśnie napiszę. Za kilka lat. Bo jeszcze nie teraz. Teraz nie mam siły na twórczość, nie mam też siły na media społecznościowe, które uparcie przypominają mi, że Szekspir w czasie izolacji napisał “Króla Leara”, na uśmiechnięte twarze mówiące “to cudowny dar od wszechświata, ten czas, wykorzystaj go na samorozwój!”. Nie mam siły na bliższych i dalszych znajomych, którzy mówią mi, że “rach, ciach i po bólu, dawaj, możesz napisać tę pracę”, na tych, którzy polecają ćwiczenia, na tych, którzy postulują czytanie trzech książek tygodniowo. Ci, którzy służą złotą radą, nie mają pojęcia jak to jest, kiedy na samą myśl o wstaniu z łóżka i umyciu zębów ogarnia cię wszechmocna pustka, która pochłania wszystko wokół. Ci, którzy ją znają, nigdy nie służą złotą radą, bo wiedzą dokładnie, że nic nie wkurwia bardziej, niż złote rady. 

Za kilka lat spojrzę wstecz i nie wiem, co zobaczę. Nie wiem jeszcze jak główna bohaterka poradziła sobie z konfliktem wewnętrzno-zewnętrznym, ta historia jest jeszcze nienapisana. I nie zostanie napisana w czasie rzeczywistym, a dopiero później, właśnie tak, patrząc wstecz.

Może to jest właśnie rozwiązanie, na ten moment? Mniej relacji w czasie rzeczywistym – zarówno tych odbieranych jak i tych nadawanych? Nie wiem, ale mam zamiar spróbować.

Trzymajcie się wszyscy jakoś. I tylko błagam, na litość boską, nikomu nie służcie żadną złotą radą.

Komentarze

Popularne posty