portueński deszcz

Gdyby ktoś miał na przykład taki pomysł przeprowadzenia się do Portugalii i wydawałoby się temu komuś, że będzie fajnie, bo w Portugalii przecież nie ma takiej zimy jak u nas, takiej że minus piętnaście i śniegu po pachy i w ogóle piździ niemiłosiernie, to ja tego kogoś chciałabym ostrzec, że zimy nie ma, ale fajnie z tego powodu też nie jest.

Może i nie pada śnieg, ale za to leje deszcz. Ale zaprawdę powiadam Wam, to jest taki deszcz, jakiego jeszcze nie doświadczyliście. Chyba, że ktoś ma jakieś doświadczenia z lasami tropikalnymi, to może. To jest taki deszcz, który nigdy nie pada, zawsze leje. Wyobraźcie sobie, że ktoś wylewa na was wodę z wiadra. Bardzo dużego. I samouzupełniającego się. Przez tydzień. To jest właśnie deszcz w Porto.


Najgorszy w tym wszystkim nie jest nawet sam deszcz, tylko jego konsekwencje. Na deszczu zmoczyliście buty, kurtkę, spodnie i plecak, a w plecaku wszystkie książki i zeszyty, portfel, piórnik, co było. A w Porto rzecz raz zmoczona na zawsze pozostaje mokra, bo w ich domkach o cienkich ścianach bez ogrzewania, za to z wielkimi nieszczelnymi oknami, jest zawsze zimno i wilgotno. Na zewnątrz też nie wysuszycie, bo przecież cały czas pada. W ten sposób w pewnym momencie stajecie przed wyborem: nigdy nie wychodzić już z zawilgoconego domu, wyjść boso czy wyjść w mokrych butach. (Ja wybrałam opcję ostatnią i popędziłam po kalosze. O ironio, w czarny piątek.)

Jeśli jednak, świadomi powyżej opisanych zagrożeń związanych z przebywaniem w miesiącach jesienno-zimowo-wiosennych w Porto, zdecydujecie się tu przyjechać, to ja służę pomocą i przedstawiam "Porto packing list": 
(gdybym tylko miała do tego zdjęcie w stylu flat lay, mogłabym zostać blogerką lajfstajlową)
1. Parasolka.
2. Druga parasolka, bo tutaj deszcz występuje zawsze w parze z wichurą, więc pierwsza parasolka zapewne przetrzyma nie dłużej niż tydzień.
3. Trzecia parasolka, bo, spójrzmy prawdzie w oczy, druga też za długo nie posłuży.
4. Płaszcz przeciwdeszczowy, bo nawet jeśli jakimś cudem któraś parasolka wam się ostanie, to i tak (patrz punkt drugi a propos wiatru) deszcz zacina niemiłosiernie, więc płaszcz deszczowy ORAZ parasolka to wcale nie jest przesada.
5. Kalosze. I nie ma, że "moje buty są na każdą pogodę i jak jeszcze nigdy nie przemokły to w Porto też nie przemokną". Przemokną. Kalosze też prędzej czy później zaczną przeciekać i trzeba je będzie wymienić na nowe, dlatego też proponowałabym raczej nie żadne tam Huntery czy inne fancy opcje, tylko coś, czego nie żal wyrzucić, jak swoje odsłuży (czyli może miesiąc, a może i nie).
6. Tyle par skarpetek, ile zdołacie zmieścić w walizce. Bo jak już Wam przemokną buty to i skarpetki, i w tym miejscu patrz Pierwsze Prawo Porto, o którym już wspominałam: rzecz raz zmoczona pozostaje mokra na zawsze.
7. Ostatnia pozycja jest w sumie opcjonalna, bo to trochę taki (blogerka_lajfstajlowa_mode_on) investmet piece (blogerka_lajfstajlowa_mode_off): nieprzemakalny plecak. Tudzież torba. Szczególnie ważne, gdybyście planowali w tym plecaku tudzież torbie nosić książki/zeszyty/komputery. W takich rozmoczonych książkach/zeszytach tusz się rozmazuje i trudno to potem przeczytać. A komputery to wiadomo. I mówiąc nieprzemakalny, mam na myśli taki hardkorowo waterproof. Szwedzki plecak za miliony szwedzkich monet może i jest nieprzemakalny w Warszawie czy nawet Sztokholmie, ale tutaj jest inna rzeczywistość i inny deszcz. Ja nie wiem co tu się sprawdzi, ale może szukajcie tego raczej w sklepie dla wędkarzy.


Ale tak w ogóle to fajnie jest w tym Porto, podoba mi się. Miasto piękne, tylko warunki atmosferyczne kurwy, parafrazując klasyka.

Całe szczęście, że pocztówki z "gorącymi pozdrowieniami ze słonecznego Porto" zdążyłam wysłać zanim nabrało to sarkastycznego wydźwięku.

Komentarze

Popularne posty